niedziela, 4 stycznia 2015

Ten błysk w oku

Sobota, godz. 23.50. Natalka leży na macie na środku pokoju i patrzy w sufit. Podniesie się, czy nie? To pytanie zadaje sobie od dobrych pięciu minut. No cóż, podniosła się, wypiła mnóstwo wody, a po spojrzeniu w lustro szeroko się uśmiechnęła. Nie chodziło wcale o to, jak wyglądała, bo po ponad godzinnym cardio ciężko startować w wyborach miss piękności, ale o to jak się czuła. A czuła się naprawdę świetnie. Nawet po całym dniu poza domem i pomimo późnej pory pozostał jej błysk w oku i czuła, że może uratować świat. Hmm, no przynajmniej ten swój.

Takie uczucia wyzwalają ćwiczenia. Zaobserwowałam to już dobre parę miesięcy temu na siłowni. Tam nawet nieznający się ludzie są dla siebie mili i potrafią sobie pomagać, bo tkwią w tym wszystkim razem. Nie ma plujących jadem szyderców, którzy siedząc wygodnie na kanapie, tylko czekają, żeby zakpić sobie z tego co robisz i stwierdzić, że i tak się nie uda. Wchodząc tam otaczasz się aurą wzajemnej motywacji i cudownej energii, którą zachowujesz na cały dzień. To samo tyczy się ćwiczeń w domu. Wszystko zależy od nastawienia. Jeśli bardzo chcesz, żeby Ci się udało i bez względu na ból mięśni dalej brniesz w coraz trudniejsze ćwiczenia, po skończonym treningu poczujesz taką satysfakcję, że nawet narzekający na tupanie sąsiad z dołu nie jest w stanie wyprowadzić Cię z równowagi.

Musisz wiedzieć jednak jedno. Na początku będzie bolało. Zakwasy dopadną Cię w najmniej spodziewanym momencie, a następnego dnia możesz mieć lekki problem z wchodzeniem po schodach. Wbrew pozorom to właśnie będzie czas, aby postarać się jeszcze bardziej. Nie ma co czytać, jakichś bzdurnych artykułów o magicznych maściach, które nagle zlikwidują cały ból i zrobią z Ciebie demona fitnessu. Trzeba ćwiczyć dalej. Może nie aż tak intensywnie, ale równie dokładnie. Ach, no i rozgrzewka jest rzeczą świętą. Bez niej i rozciągania po treningu ani rusz.

Od Sylwestra minęły już 4 dni. Najwyższa pora wziąć się za siebie. Życzę wam miłego dnia i mam nadzieję, że przełamiecie się, aby wyciągnąć matę treningową i zrobić coś dla siebie. A gdyby ktoś bardzo wam przeszkadzał i demotywował, każcie mu zrobić to, co ja wczoraj (linki niżej).
Powodzenia! 


7 komentarzy:

  1. Wspaniale piszesz! I tak samo czułam się po ćwiczeniach, były nawet dni, gdy potrafiłam rzucić wszystko, żeby tylko poćwiczyć, można powiedzieć, że się od tego uzależniłam haha :) Dodaję do obserwowanych, miłego dnia! polinska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu, strasznie mi się spodobało tu, i myślę że będę wpadała tu regularnie. Cudnowny blog!
    No i zapraszam do siebie jeżeli znajdziesz chwilkę : x1902x.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Złapałam tego bakcyla miesiąc temu i jeśli nie ćwiczę przez dzień, dwa to czuję jak spada mi poziom endorfin w organizmie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam ćwiczyć, uwielbiam brać prysznic wyczerpana do ostatku i uwielbiam oczywiście efekty
    whinicte.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. To samo uczucie towarzyszyło mi przy ćwiczeniach A6W :)

    Wytrwałości Ci życzę w treningach!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cassey! Kocham z nią ćwiczyć

    OdpowiedzUsuń