piątek, 20 maja 2016

I po maturze... #Matura2016


Stało się! Po 2 latach przygotowań, 2 tygodniach nerwów i walki z 9 egzaminami, mam maturę za sobą.
Chcecie dowiedzieć się jak było? Zapraszam do przeczytania notki!


Muszę przyznać, że wybierając profil biologiczno-chemiczny w Śniadku, kierowałam się przede wszystkim ambicją. Testy gimnazjalne do trudnych nie należały, więc stwierdziłam, że zbrodnią byłoby nie staranie się o naukę w klasie o najwyższym progu punktowym w mieście (jeżeli chodzi o szkoły publiczne). Kiedy zobaczyłam na liście przyjętych moje nazwisko wraz z nazwiskami kilku moich koleżanek, pomyślałam, że będzie dobrze. Pierwszy rok przemknął nam niepostrzeżenie. Tak naprawdę nie nauczyliśmy się wtedy prawie nic istotnego, jeżeli chodzi o tak ważne dla nas przedmioty kierunkowe. Za to zostaliśmy zasypani ogromną ilością przedmiotów praktycznie do niczego nam niepotrzebnych, takich jak wos, czy przedsiębiorczość. Rozumiem, że kończąc liceum zyskujemy średnie wykształcenie, więc powinniśmy mieć ogólny pogląd na wszystkie dziedziny nauki, jednak uważam, że nacisk powinien być kładziony przede wszystkim na przedmioty kierunkowe (ilość materiału do przyswojenia jest ogromna i 2 lata to zdecydowanie za mało), a reszta lekcji powinna być dla nas sposobem na pogłębienie wiedzy na temat otaczającego nas świata, a nie powodem do nieprzesypiania nocy, bo 'pan od historii będzie pytał'. Podsumowując, w pierwszym roku liceum nauczyliśmy się mnóstwa regułek z różnych przedmiotów, które i tak już wyleciały nam z głowy, bo przez kolejne 2 lata zakuwaliśmy biologię i chemię. 


W drugiej klasie przyszła pora na rozszerzenia. 7 godzin biologii i 6 chemii tygodniowo. Wtedy zaczęła się jazda, która trwała przez kolejne 2 lata. W klasie maturalnej większość z nas chodziła na korepetycje. Nie oszukujmy się, matura jest tak skonstruowana, że ciężko uzyskać satysfakcjonujący Cię wynik, nie ucząc się dodatkowo. I tak, możesz twierdzić, że nie uczyłeś się w ogóle, a później dziwnym trafem kończysz z samymi 5 z biologii i dobrze zdanym egzaminem dojrzałości, ale prawda jest taka, że nikt Ci nie uwierzy. Wkuwałeś jak my wszyscy, tylko na siłę chcesz zrobić z siebie geniusza. 
29 kwietnia skończyliśmy liceum, do którego i tak w ostatnim półroczu przychodziliśmy sporadycznie, tak żeby mieć wyrobioną frekwencję. 4 maja zaczęły się egzaminy.



Podstawy były proste, naprawdę. Nawet przeciętny uczeń nie miał z nimi większego problemu, więc myślę, że w tym roku sporadyczne będą przypadki nie zdania matury. Zresztą mam wrażenie, że żeby nie zdać podstawowej matematyki, czy angielskiego trzeba się naprawdę postarać lub po prostu przyjść na egzamin z komórką i mieć unieważnioną maturę. Gorzej z rozszerzeniami. Ja zdawałam 4: angielski, matematykę, biologię i chemię. O ile angielski nie był zbyt skomplikowany (myślę, że był trochę powyżej poziomu FCE), to reszta do prostych i przyjemnych nie należała. Matma? Bez komentarza. Biologia? Nie aż tak źle (chociaż nadal nie dobrze), ale nadal absurdem było dla nas wyrzucenie z arkusza zadań z człowieka i metabolizmu, a uraczenie nas ćwiczeniami z ochrony środowiska, której nawet nie było w podręcznikach do rozszerzenia. Chemia? 41 jeden zadań, większość z podpunktami i informacjami wprowadzającymi. Myślę, że jeżeli przyjdzie mi poprawiać wynik z matur (z czym z dnia na dzień coraz bardziej się oswajam) to najpierw zapiszę się na kurs szybkiego czytania, bo bez tego to się chyba nie da. 
Pomiędzy pisemnymi maturami zdawaliśmy również ustne. Angielski nie był skomplikowany. To tak jakby się udzielało wywiadu dla jakiegoś zagranicznego pisma. Nie denerwuj się i słuchaj uważnie pytań, a zdasz na 100%. Ustny polski to całkowite tego przeciwieństwo. To był egzamin, przed którym najbardziej się denerwowałam. Sama jego formuła i to, że wchodząc na salę, nie wiesz czego się spodziewać, jest okropnie stresujące. Szczerze, w tej kwestii nie mam dla was żadnych rad, bo sama wyszłam z sali rozdygotana ze zdenerwowania. A nie, mam jedną radę. Nie odwołujcie się do lektur z gwiazdką. 



Udało się! Jakoś przeżyłam liceum i te 9 do tej pory najbardziej stresujących egzaminów w moim życiu. Teraz przygotowuję się do zdawania CAE, przeglądam oferty uczelni i szukam zajęcia na te najdłuższe wakacje w życiu. Co najważniejsze, wracam też na bloga. Jeżeli chodzi o matury mam dla was jedną radę. Zjedzcie rano porządne śniadanie i postarajcie się wyspać. Egzamin to ogromny stres, ale zawsze lepiej go napisać, niż zemdleć w trakcie. 

A wy, pisaliście już maturę? A może ten egzamin jeszcze przed wami? Jak wam się podobały (?!) tegoroczne arkusze?
Dajcie znać w komentarzach!

fot. Aleksandra Cedro

ramoneska i koszulka: ZARA
snapchat & instagram: nataliamiszczyk


6 komentarzy:

  1. Mnie matura czeka dokładnie za rok, ale w wielu punktach absolutnie się zgadzam (po cholerę ta Wiedza o Kulturze, osobno Wiedza o Społeczeństwie i lekcje: Wiedza o Wychowaniu w klasie I -.-). Mimo to już dziś jest nagonka w stylu "Już za rok będziecie pisać, za trzy miesiące klasa maturalna, macie rozwiązywać 10 arkuszy tygodniowo!", także wiem, że nie jest łatwo. Pozdrawiam z profilu mat-fiz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno mieliście zajebista czolowke studniowki :) moglabys dać do niej link?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja klasa nie robiła czołówki, ale pewnie chodzi Ci o filmik klasy 3C. Wpisz w Youtube 'SIGNIFO' :)

      Usuń
  3. Gratuluję! Ja się na razie nie mam czym stresować bo to jeszcze daleko przede mną. Śliczne zdjęcia 😍
    Pozdrowionka 😁
    niekoniecznietak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wróci 4 klasowe LO, to będzie więcej czasu na przygotowanie do matury i do egz na studia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Egz na studia? To byłoby chyba najgorsze możliwe rozwiązanie, które odgraniczałoby możliwości wyboru/zmiany kierunku.

      Usuń